Mój pomysł na darmowe e-podręczniki.
Idea zaprezentowana w Salonie24 przez Turbo, czyli tworzenie Wolnych Podręczników jest jak najbardziej słuszna i popieram ją w całej rozciągłości. Problem w tym, że tworzenie tego rodzaju dzieła przez grupę zapaleńców jest pracą arcytrudną. Brałem udział przy tworzeniu podręcznika szkolnego i wiem, że im większy zespół, tym trudniej się pracuje. Jeśli przedsięwzięciem nie kieruje ktoś z dużą charyzmą i własną wizją, to najczęściej wychodzi po prostu kicha.
Mój pomysł na darmowe podręczniki elektroniczne jest zgoła inny. Próbowałem nim zainteresować kilka wydawnictw, ale odpowiedziano mi, że to raczej nie wypali. Z tego właśnie powodu postanowiłem podzielić się tym pomysłem z resztą świata. Może ktoś się podejmie i wyjdzie z tego coś nowatorskiego.
Cała idea polega na tym, że przede wszystkim podręcznik musi wykorzystywać technologię. To nie może być zwykły e-podręcznik, suchy PDF z tekstem i obrazkami. Nowoczesne podręczniki powinny być tworzone w Prezi lub podobnym narzędziu. Powinny być wielowymiarowe i nieliniowe. Tematy powinno dać się zgłębiać w możliwie dowolnej kolejności. Treści z wielu przedmiotów powinny się przeplatać. Wróć, zabrnąłem nieco za daleko.
Stworzenie tego rodzaju podręczników będzie oczywiście wymagać ogromnego nakładu pracy ze strony autora. To również spore ryzyko dla wydawnictwa. Jak więc można postulować, żeby tego rodzaju podręcznik był za darmo?
Po pierwsze: już teraz wydawca sprzedaje książki tylko raz. Jeśli nie zmieni się program, to kolejne roczniki w sporej części kupują książki w drugim obiegu. To przy okazji wyjaśnia, skąd się biorą ciągłe zmiany podstaw programowych - po prostu trzeba sprzedawać kolejne podręczniki.
Po drugie: wydawnictwa wzbraniają się przed wydawaniem e-podręczników, bo niby od razu zostałyby one spiracone i nikt by ich nie kupował. A jak już wydadzą wersje elektroniczne, to pewnie będą pozabezpieczane na milion sposobów. No błagam. W czym problem, że publikacja jest rozpowszechniana? Przecież można pieniądze wyciągać inną drogą. DRMy już dawno się przejadły. Własnymi rękami odbezpieczałem PDFy, w których wydawca wyłączył możliwość drukowania; zgodnie z zasadą, że jeśli da się wyświetlić, to da się wydrukować ;)
Jakiż to więc system monetyzacji można zastosować dla e-podręczników? Odpowiedź jest prosta: abonament i grywalizacja.
Abonament: niech dodatkowe treści oraz materiały ćwiczeniowe, zadania itp. będą dostępne wyłącznie dla osób opłacających abonament. To nam zapewnia napływ gotówki od tych, którzy podręcznik kupili, ale chcą mieć pełen komplet. Spójrzmy z tej strony: rodzice chcąc nie chcąc opłacają komitet rodzicielski - mimo “bezpłatnej” edukacji jest to norma. No więc dlaczego w ramach tego komitetu rodzicielskiego szkoła nie mogłaby “hurtowo” zakupić abonament dla swoich uczniów na dodatkowe materiały do e-podręczników? Niech opłata wynosi 2-5zł od przedmiotu. Łącznie nie powinno to być więcej niż 50zł za komplet wszystkich materiałów dla jednego ucznia. Gdyby zintegrować całość z aplikacjami dziennika elektronicznego, to już w ogóle bajka.
Grywalizacja: modny ostatnio trend przekształcania różnych nudnych zajęć w grę. Niech uczniowie zdobywają punkty i odznaczenia za zdobytą wiedzę. Niech każdy pomyślnie napisany sprawdzian będzie skutkował postem na fejsie, przy którym każdy będzie mógł kliknąć “Lubię”. Niech uczniowie łączą się w gildie, wyzywają się nawzajem na pojedynki na wiedzę i współpracują w międzyszkolnych projektach. To wszystko oczywiście dostępne dla osób opłacających abonament. No i tyle.
Jestem przekonany, że dobry darmowy podręcznik połączony z solidnym płatnym zapleczem (sprawdziany, ćwiczenia) i elementami grywalizacji jest w stanie zawojować rynek. Mam wizję na taki podręcznik i zaczynam go powolutku pisać. Mam nadzieję, że ktoś mnie uprzedzi ;)