mindr.
Pracę dyplomową tanio złożę

Jeśli ktoś dopiero co się obudził, że pisana w pocie czoła praca dyplomowa wygląda mało apetycznie, a termin jej oddania zbliża się nieubłaganie, niech czyta dalej.

Przyjmuję zlecenia na profesjonalny skład prac dyplomowych zarówno z przedmiotów humanistycznych, jak i ścisłych. Posługuję się systemem LaTeX (czyt. latech), co zapewnia złożonej w nim pracy modyfikator +30 do charyzmy. Recenzentom zwykle miękną nogi z zachwytu.

Cennik jest dość prosty i opiera się (z jednym wyjątkiem) na wielokrotnościach pięciozłotówki:

  • Formatowanie tekstu dostarczonego w formacie doc lub odt włącznie z rysunkami: 5zł/str.
  • Tworzenie wzorów, tabel, wykresów: 10zł/str.* (zniżka 50% przy dużej liczbie prostych wzorów)
  • Bibliografia (dbam o zgodność z polskimi normami): 15zł/str.
  • Strona tytułowa, spis treści, spisy tabel, rysunków itp.: 0zł
  • Indeks haseł: 5zł/str.
  • Udziwnienia (np. diagramy szachowe, nuty): do uzgodnienia, nie mniej niż 15zł/str.
  • Przepisanie rękopisu: 20zł/str. (wynikową)

Przykładowe wyliczenie: Praca z filozofii, 50 stron, w tym 1 na tytułową, 1 na spis treści, 1 na spis tablic, 5 na tabele i 3 na bibliografię daje w sumie 295 zł

Jeśli ktoś chce wiedzieć, jak może wyglądać taka praca złożona w LaTeXu, to służę przykładem.

————————

*) obowiązuje “kompresja”, czyli opłata jest taka, jakby wszystkie elementy były ułożone ciągiem jeden pod drugim, a nie za liczbę stron, na których występują.

Uprzejmie zawiadamiam, że urodził mi się dzisiaj syn :D

Uprzejmie zawiadamiam, że urodził mi się dzisiaj syn :D

Jak syn marnotrawny…

Poziom wkurzenia Archem zaczyna mnie przerastać. Chyba wrócę do dżemtu.

W Bielsku-Białej pali się budynek przy dworcu PKP. Przepraszam za jakość, ale tak wygląda zoom cyfrowy :\

W Bielsku-Białej pali się budynek przy dworcu PKP. Przepraszam za jakość, ale tak wygląda zoom cyfrowy :\

Piękny film o równowadze

Wracam do vlepkarstwa

Dawno, dawno (jakieś 10 lat) temu występując pod pseudonimem Mc$ zajmowałem się jedną z gałęzi streetartu, a mianowicie vlepkarstwem* - do tej pory po miastach jeździ spora część moich projektów, niestety zawłaszczonych i spiraconych przez współbraci. Zawsze byłem nieco na uboczu tego ruchu i jedyne moje spotkanie z bracią miało miejsce w okolicach 2001 roku na wystawie vlepek (pamiętne “To ty jesteś Emsis?! Szaaaaacun.”). Gdy teraz patrzę na moje stare projekty, to uśmiecham się tylko pod nosem - człowiek był młody i nieco przygłupi (choć z może dwóch czy trzech projektów jestem do tej pory zadowolony). Piękne czasy młodości…

Co skłoniło mnie, żebym wrócił do branży? Troska o los Polski, jakkolwiek patetycznie by to nie zabrzmiało. Poziom fcurwu przekroczył pewną magiczną barierę, mam dość. Nie chcę emigrować, choć mam wiele atrakcyjnych ofert. Chcę żyć w państwie, które jest domem dla swoich obywateli, a nie więzieniem. Chcę przyjaznych urzędników i swobody gospodarczej. Chcę likwidacji wszelkich socjalistycznych restrykcji i debilizmów. Dlatego też przyłączam się do akcji Nie Dla Psa Kiełbasa - oto pierwsza edycja vlepek, które dla nich przygotowałem. Jeszcze nie jestem rozgrzany, zwoje mózgowe odpowiedzialne za wymyślanie haseł jeszcze są zwiotczałe. Jednak temat jest ważny, więc ruszam.


*) Dla niewtajemniczonych: vlepka to taki mały samoprzylepny kartonik z wyrysowanym lub nadrukowanym rysunkiem, hasłem, czymkolwiek. Oryginalne vlepkarstwo dzieliło się na dwa nurty: kontestatorskie (komentarze polityczno-społeczne) oraz rozrywkowe (skupiające się na przekomarzaniu z “kanarami”, gdyż areną vlepkarstwa najczęściej były autobusy). Później przyszedł zły brat bliźniak czyli vlepki kibicowskie, które zasadniczo nie są przez społeczność uznawane za część vlepkarstwa.

Must Be the Music - garść przemyśleń

Dzisiaj zostanie nadany kolejny odcinek telewizyjnego “talent show” pt. “Must Be the Music - Tylko Muzyka” nadawanego w telewizji Polsat. Po ostatniej edycji stwierdziłem, że już nic mnie nie zaskoczy. W takim układzie, zgodnie z prawami Murphy’ego, powinien nastąpić jakiś globalny przekręt.

Najciekawsze jest to, że MBtM można niemal równolegle porównywać z analogicznym programem w stacji TVN, a mianowicie X-Factor. Pozwolę sobie przeprowadzić małą analizę porównawczą.

Części wspólne: oba programy mają na celu wyłonienie artystów, którzy mają szansę zaistnieć na polskim rynku muzycznym - lekko zwariowanych, ale przede wszystkim kochających muzykę. Takie są szczytne ideały. Jak jednak wygląda praktyka?

X-Factor: trójka jurorów, więc nie ma szans na remis w głosowaniu - od razu wiadomo, czy kandydat przechodzi dalej, czy nie.

MBtM: Czwórka jurorów i niejasne zasady dotyczące remisu. Niektórym pozwalali na dogrywkę (śpiewający taksówkarz), innym nie.

X-Factor: Limit wiekowy 16+.

MBtM: Brak limitu wiekowego. Do półfinału nie przepuszczono jednak genialnej uczestniczki ze względu na wiek, a przepuszczono małego pianistę i “Little Breaver” tylko dlatego, że są bardzo młodzi.

X-Factor: Jasne zasady odsiewu: nie umiesz śpiewać, nie masz prezencji scenicznej - spadaj.

MBtM: Niejasne zasady odsiewu, brak konsekwencji jurorów. Do półfinałów nie przeszła genialnie śpiewająca dziewczynka (bo niby za młoda) oraz ta od “stary niedźwiedź mocno śpi”, ale przeszedł beznadziejny Rafał Radomski.

X-Factor: Ci, którzy przeszli w castingach musieli z marszu zaśpiewać coś z góry ustalonego (choć mogli wybrać spośród kilku opcji) i eliminacje były bezlitosne.

MBtM: Ci, którzy przeszli w castingach byli odsiewani według widzimisię jurorów, bez “drugiej szansy”. Odrzucono kilku kandydatów, którzy dostali 4xTak, przeszło kilkoro, gdzie jeden z jurorów był na Nie. Gdzie tu sens?

X-Factor: Rzetelne argumenty przy odrzucaniu: “nie umiesz śpiewać”, “fatalnie się ruszasz” itp. Nierzetelności można policzyć na palcach.

MBtM: Częste odrzucanie na zasadzie “nie bo nie” przez Korę. Słynne “patrioci nie przejdą” Zapędowskiej.

X-Factor: Fachowe sianie do samego końca, z półfinałami włącznie.

MBtM: Głosowanie SMSami (które samo w sobie jest mocno wątpliwe) już w półfinałach. Dodatkowo dziwnie ułożony skład półfinałów. W pierwszym trzech mocnych zawodników (Yanez, Enej, PodobaMiSię), w drugim tylko dwóch słabych (Little Breaver i Radomski). Zaszedł tutaj klasyczny problem wyborów jednomandatowych: głosując na swojego ulubionego wykonawcę głosowaliśmy tak naprawdę za tymi najgorszymi. Wystarczy spojrzeć na wyniki głosowania na dziką kartę: po pierwszym półfinale PodbaMiSię ma 53% głosów, pozostali jakieś ochłapy. Po drugim półfinale głosy rozłożyły się pomiędzy trzy genialne opcje: Olivię Annę Livki, Heroes Get Remembered oraz h.R.A.B.I.A. z wyraźną przewagą tej pierwszej. Wniosek mam taki: osoby znające się na muzyce w pierwszym półfinale głosowali na Yaneza i Enej - kawał solidnej muzyki, wcale się nie dziwię. Zgrywusy głosowali na PodobaMiSię - i całkiem słusznie - muzycznie może są słabsi, ale nadrabiają charyzmą. W drugim półfinale głosy znawców muzyki rozłożyły się dość równo pomiędzy Resteckiego, Olivię, Herosów i hRABIĘ, z przewagą pierwszego. Zgrywusy głosowali na Little Breaver. Mam to dalej roztrząsać?

Wnioski: Programem, w którym producentom naprawdę zależy na wyłonieniu nowych artystów jest bezapelacyjnie X-Factor. Must Be the Music jest jakąś kpiną. Zaletą obu programów jest to, że uświadomiły ludziom, jak wielu ciekawych artystów kisi się w Polsce po piwnicach. Olivka dostała zaproszenie na Off Festival i na pewno zbierze ogromną rzeszę fanów na swoim koncercie. Pozostali również mogą liczyć na większą frekwencję na koncertach.

Little Breaver ma szansę wygrać MBtM, bo dzieciaki wszystkich rozczulają. A że grać nie umieją - co z tego? Przecież się jeszcze nauczą. Paradoksalnie największymi zwycięzcami tego żałosnego programu są ci, którzy odpadli. Po pierwsze nie muszą dalej płynąć z tym gównem, co samo w sobie jest piękne. Po drugie zostali zauważeni, a ich odrzucenie rozsierdziło widzów, co nakręciło im znacznie większą popularność, niż jakby przeszli. No i mimowolnie obudziło się w Polakach poczucie przynależności narodowej - dzięki odrzuceniu Wolwowicza tylko za to, że zaśpiewał patriotyczną piosenkę. I to ostatnie cieszy mnie chyba najbardziej.

Wyniki sprawdzianów w klasach drugich - Pascal, rekordy

Zamieszczam wyniki sprawdzianów - zgodnie z zapowiedzią. W każdym pliku znajduje się opis klucza oraz komentarz. Wszelkie wątpliwości można wyjaśniać ze mną osobiście do czwartku do godz. 13:00. Po tym terminie oceny zostaną wpisane do dziennika.

Do osób, które jeszcze nie pisały: Zadania w terminie dodatkowym będą miały inny klucz.

Trochę brak mi słów, żeby opisać zażenowanie towarzyszące lekturze tegorocznego “Maturzysty INFOrmatora”. Wydawnictwo MarGraf popisało się kulturą i szacunkiem dla polskiej mowy. Przy okazji popisano się znajomością młodzieżowej gwary.

Z całym szacunkiem, ale takie słownictwo do niedawna było domeną wyłącznie kiepskich szkół zawodowych. Jak widać, obecnie wulgaryzmy stały się powszechne także na uczelniach wyższych. Ciekaw jestem, czy wymienione na okładce uczelnie świadomie podpisały się pod tym gniotem.

Przy okazji: kolega zwierzył mi się ze swojego spostrzeżenia. Jakiś czas temu na konferencji (bodaj egzaminatorów czy dyrektorów) w kuratorium odnośnie matury padło hasło: “trzeba zrobić tak, aby jak najwięcej ludzi zdało maturę - bo wtedy problem bezrobocia przesunie się o 5 lat, a to już nie będzie nasza kadencja”. Pogratulować.

Dobrze, że chociaż przywrócono obowiązkową maturę z matematyki - dzięki temu jest przynajmniej znikoma szansa, że za kilka lat będziemy mieli znów wysoki poziom kształcenia.