mindr.
Must Be the Music - garść przemyśleń

Dzisiaj zostanie nadany kolejny odcinek telewizyjnego “talent show” pt. “Must Be the Music - Tylko Muzyka” nadawanego w telewizji Polsat. Po ostatniej edycji stwierdziłem, że już nic mnie nie zaskoczy. W takim układzie, zgodnie z prawami Murphy’ego, powinien nastąpić jakiś globalny przekręt.

Najciekawsze jest to, że MBtM można niemal równolegle porównywać z analogicznym programem w stacji TVN, a mianowicie X-Factor. Pozwolę sobie przeprowadzić małą analizę porównawczą.

Części wspólne: oba programy mają na celu wyłonienie artystów, którzy mają szansę zaistnieć na polskim rynku muzycznym - lekko zwariowanych, ale przede wszystkim kochających muzykę. Takie są szczytne ideały. Jak jednak wygląda praktyka?

X-Factor: trójka jurorów, więc nie ma szans na remis w głosowaniu - od razu wiadomo, czy kandydat przechodzi dalej, czy nie.

MBtM: Czwórka jurorów i niejasne zasady dotyczące remisu. Niektórym pozwalali na dogrywkę (śpiewający taksówkarz), innym nie.

X-Factor: Limit wiekowy 16+.

MBtM: Brak limitu wiekowego. Do półfinału nie przepuszczono jednak genialnej uczestniczki ze względu na wiek, a przepuszczono małego pianistę i “Little Breaver” tylko dlatego, że są bardzo młodzi.

X-Factor: Jasne zasady odsiewu: nie umiesz śpiewać, nie masz prezencji scenicznej - spadaj.

MBtM: Niejasne zasady odsiewu, brak konsekwencji jurorów. Do półfinałów nie przeszła genialnie śpiewająca dziewczynka (bo niby za młoda) oraz ta od “stary niedźwiedź mocno śpi”, ale przeszedł beznadziejny Rafał Radomski.

X-Factor: Ci, którzy przeszli w castingach musieli z marszu zaśpiewać coś z góry ustalonego (choć mogli wybrać spośród kilku opcji) i eliminacje były bezlitosne.

MBtM: Ci, którzy przeszli w castingach byli odsiewani według widzimisię jurorów, bez “drugiej szansy”. Odrzucono kilku kandydatów, którzy dostali 4xTak, przeszło kilkoro, gdzie jeden z jurorów był na Nie. Gdzie tu sens?

X-Factor: Rzetelne argumenty przy odrzucaniu: “nie umiesz śpiewać”, “fatalnie się ruszasz” itp. Nierzetelności można policzyć na palcach.

MBtM: Częste odrzucanie na zasadzie “nie bo nie” przez Korę. Słynne “patrioci nie przejdą” Zapędowskiej.

X-Factor: Fachowe sianie do samego końca, z półfinałami włącznie.

MBtM: Głosowanie SMSami (które samo w sobie jest mocno wątpliwe) już w półfinałach. Dodatkowo dziwnie ułożony skład półfinałów. W pierwszym trzech mocnych zawodników (Yanez, Enej, PodobaMiSię), w drugim tylko dwóch słabych (Little Breaver i Radomski). Zaszedł tutaj klasyczny problem wyborów jednomandatowych: głosując na swojego ulubionego wykonawcę głosowaliśmy tak naprawdę za tymi najgorszymi. Wystarczy spojrzeć na wyniki głosowania na dziką kartę: po pierwszym półfinale PodbaMiSię ma 53% głosów, pozostali jakieś ochłapy. Po drugim półfinale głosy rozłożyły się pomiędzy trzy genialne opcje: Olivię Annę Livki, Heroes Get Remembered oraz h.R.A.B.I.A. z wyraźną przewagą tej pierwszej. Wniosek mam taki: osoby znające się na muzyce w pierwszym półfinale głosowali na Yaneza i Enej - kawał solidnej muzyki, wcale się nie dziwię. Zgrywusy głosowali na PodobaMiSię - i całkiem słusznie - muzycznie może są słabsi, ale nadrabiają charyzmą. W drugim półfinale głosy znawców muzyki rozłożyły się dość równo pomiędzy Resteckiego, Olivię, Herosów i hRABIĘ, z przewagą pierwszego. Zgrywusy głosowali na Little Breaver. Mam to dalej roztrząsać?

Wnioski: Programem, w którym producentom naprawdę zależy na wyłonieniu nowych artystów jest bezapelacyjnie X-Factor. Must Be the Music jest jakąś kpiną. Zaletą obu programów jest to, że uświadomiły ludziom, jak wielu ciekawych artystów kisi się w Polsce po piwnicach. Olivka dostała zaproszenie na Off Festival i na pewno zbierze ogromną rzeszę fanów na swoim koncercie. Pozostali również mogą liczyć na większą frekwencję na koncertach.

Little Breaver ma szansę wygrać MBtM, bo dzieciaki wszystkich rozczulają. A że grać nie umieją - co z tego? Przecież się jeszcze nauczą. Paradoksalnie największymi zwycięzcami tego żałosnego programu są ci, którzy odpadli. Po pierwsze nie muszą dalej płynąć z tym gównem, co samo w sobie jest piękne. Po drugie zostali zauważeni, a ich odrzucenie rozsierdziło widzów, co nakręciło im znacznie większą popularność, niż jakby przeszli. No i mimowolnie obudziło się w Polakach poczucie przynależności narodowej - dzięki odrzuceniu Wolwowicza tylko za to, że zaśpiewał patriotyczną piosenkę. I to ostatnie cieszy mnie chyba najbardziej.