Co lepsze - punkty poboru opłat czy winietki?
Od dłuższego czasu o zgryzoty przyprawia mnie fakt montowania punktów poboru opłat na autostradach. Dzisiaj przeanalizowałem wady i zalety tej oraz innych metod pobierania opłat za przejazd autostradami.
- Punkty poboru opłat - Zalety: szybki zysk dla firmy zarządzającej autostradą, dodatkowe miejsca pracy (ktoś przecież musi w tych budkach siedzieć). Wady: trzeba się zatrzymać i czekać w kolejce - oczywiście można zrobić więcej budek, ale z praktyki wiem, że rzadko kiedy wszystkie są czynne. Zdarzają się też kuriozalne sytuacje, że np. nie można płacić kartą. Najczęściej też przejazd taką autostradą jest koszmarnie drogi.
- Automatyczne punkty poboru opłat - jak wyżej, z tym że zamiast pracownika jest automat przyjmujący gotówkę lub realizujący płatność kartą. Z zalet uciekają miejsca pracy. Teoretycznie powinien spaść koszt obsługi.
- System biletowy - wariacja na temat punktów poboru opłat - wjeżdżając na autostradę bierze się bilet, a płaci się przy zjeździe. Chyba najlepszy z systemów “zatrzymaniowych”, bo nie trzeba płacić w trasie (jak na A4), przez co podróż jest relatywnie szybka.
Powyższe systemy zakładają, że państwo zamawia budowę drogi, wykonawca ją buduje dostając za to kasę, a potem jeszcze zarabia na tym, że ludzie tą drogą jeżdżą. Dla mnie jest to trochę niesprawiedliwe - bo wygląda to tak, jakbym zamówił meble u stolarza, zapłacił mu za nie słono, a potem jeszcze przez 10 kolejnych lat musiałbym mu płacić za to, że z tych mebli korzystam. No chyba że meble są droższe niż to, co wstępnie zapłaciłem i stolarz zgodził się na płatność w ratach. W takim razie ów stolarz chyba za bardzo zdziera.
- Winietki - rozwiązanie znane choćby z Czech i Słowacji - kupujemy w kiosku naklejkę na określony okres czasu i przez ten czas możemy jeździć do woli. Policja wlepia mandaty za brak winietki. Mam wrażenie, że autostrady budowane są w ten sposób, że państwo zamawia drogę, wykonawca ją robi i za to dostaje kasę, a potem zyski z inwestycji czerpie już państwo. Czyli posługując się powyższym przykładem stolarza - zamawiam meble, płacę za nie, a potem regularnie odkładam do skarbonki kasę za korzystanie z tych mebli. Jak będzie trzeba, skarbonkę się rozbije i kupi się nowe meble.
- Winietki dla obcokrajowców - mutacja powyższej metody. Winietki obowiązują tylko kierowców na zagranicznych blachach. Czyli zapraszam znajomych na imprezę, mogą siedzieć na moich krzesłach, ale muszą zapłacić wpisowe.
- Darmocha - tzw. “system niemiecki” - droga budowana za publiczne pieniądze oddana jest wszystkim do darmowego użytku. Przychodzą znajomi, siadają na kanapie, na krzesłach, dostają herbatę, ciastka i jest miła atmosfera.
- Elektroniczny pre-paid - mój autorski pomysł, choć na pewno gdzieś został już wdrożony - jest to pewnego rodzaju wariacja na temat winietek. Powstał on po rozmowach z osobami mieszkającymi w Austrii. Otóż w Austrii funkcjonuje system winietek (patrz p. 4). Można też przekładać tablice rejestracyjne do innego pojazdu pod warunkiem, że mieści się w granicach zapisanych w dowodzie rejestracyjnym - ot, taka ciekawostka. Można mieć w garażu trzy samochody, ale tylko jeden komplet tablic, przez co płaci się tylko jedno ubezpieczenie. Krótko mówiąc rejestracja i ubezpieczenie są w zasadzie przypisane do kierowcy, a nie do samochodu. Zalet takiego rozwiązania jest mnóstwo, bo drastycznie spada liczba formalności przy zakupie nowego auta. Ale ja nie o tym. Problem polega na tym, że austriackie winietki przykleja się na szybę zamiast na rejestrację. Z tego powodu kierowcy muszą przepłacać za podróż płatnymi drogami. System abonamentowy mógłby rozwiązać ten problem. Przy okazji sprawdziłby się też w innych krajach. Całość zakłada wdrożenie elektronicznego systemu kontroli opłat (Austria już taki ma - winietki mają czipy RFID czy coś w tym stylu). Kupowanie winietki ograniczałoby się do podania rejestracji samochodu (albo podanie kasjerowi specjalnej karty), deklarowalibyśmy okres czasu, uiszczalibyśmy odpowiednią kwotę, a system aktualizowałby czas, za jaki mamy opłacone przejazdy. Innymi słowy - to samo co system pre-paid do telefonów komórkowych. Osobiście uważam “system niemiecki” za najbardziej uczciwy, ale jeśli już muszą być dodatkowe opłaty za przejazdy, to ten system chyba najlepiej by się sprawdził. Przede wszystkim bardzo łatwo jest rozliczać pieniądze pomiędzy poszczególne firmy obsługujące dane odcinki. Wystarczy zamontować przy drodze czytniki i już wiadomo które samochody nimi przejeżdżały i ile ich było. Wszystko przezroczyste dla użytkownika, bo nie musi się co chwilę zatrzymywać. Dodatkowo system mógłby umożliwiać wiele akcji promocyjnych. Np. stacje benzynowe mogłyby kusić klientów poprzez doliczanie punktów do abonamentu za tankowanie na ich stacjach (“każde 10l paliwa zakupionego na naszej stacji przedłuża Twój abonament o tydzień”). Oczywiście można by sobie doładować winietkę tak samo, jak doładowuje się telefon - przelewem z konta, zdrapką z kiosku i wysłaniem smsa pod odpowiedni numer. Dodatkowo każdy uzyskałby możliwość śledzenia tras przejazdów w Internecie (przydatne dla paranoików, ofiar kradzieży auta oraz firm logistycznych). Oczywiście byłoby to kolejne narzędzie Wielkiego Brata ;) Zakładam jednak, że funkcje wykraczające poza zwykłe rozliczanie płatności byłyby dostępne na zasadzie opt-in i nawet wiem, jak można zrealizować zachowanie prywatności.